piątek, 27 sierpnia 2010

O nieprzypadkowym losowaniu

W ubiegłym roku (wspomnianym już roku kapłańskim), Pan Bóg dał mi bardzo wyraźne zadanie... które nie zostało przeze mnie przyjęte do końca z entuzjazmem i pełną ufnością w jego sens. Mianowicie pewnego pierwszego czwartku miesiąca, prowadziliśmy z oazą adorację. Jeśli się nie mylę, był do listopad. Po adoracji, każdy jej uczestnik losował karteczkę, z modlitwą za jednego z kapłanów z naszej parafii. Wylosowałam wtedy (a właściwie wzięłam ostatnią kartkę która została, bo nie przewidzieliśmy liczby osób, jaka się zjawi na adoracji, więc jako prowadzący już nie losowaliśmy) kapłana, którego właściwie nie znałam - dopiero od wakacji przyszedł do naszej parafii i jakoś nieszczególnie darzyłam go sympatią... wydawał mi się jakiś... dziwny. Jakoś tak się stało, że kartka z modlitwą gdzieś mi się zawieruszyła, więc nie modliłam się. Nie potraktowałam tego zresztą zbyt poważnie... Swoją drogą, nie było to żadne terminowe czy ilościowe zobowiązanie.
W kolejnych dniach (gdzieś w połowie listopada) przeżywaliśmy Misje parafialne. W ciągu tych Misji, przez 7 dni odkrywaliśmy kolejne Sakramenty święte. Kiedy przyszedł czas na Sakrament kapłaństwa (a był to również czwartek), padła propozycja wylosowania karteczki z imieniem i nazwiskiem kapłana, za którego podejmiemy się rocznej modlitwy. Oczywiście postanowiłam wziąć w tym udział. Wychodząc z kościoła, zauważyłam na ławce w przedsionku leżącą karteczkę z nazwiskiem kapłana którego już wcześniej wylosowałam do modlitwy, podczas wspomnianej adoracji. Pomyślałam jednak, że nie będę jej podnosić (zapewne ktoś ją zgubił) tylko sama podejdę do koszyka z kartkami i wylosuje... i wylosowałam. Znowu był to ten sam kapłan... Postanowiłam więc, że tym razem potraktuję to poważnie (bo widocznie coś jest na rzeczy) i zacznę się modlić. Jakimś cudem, odnalazłam również poprzednią kartkę z modlitwą, którą zaczęłam wykorzystywać. Dołączałam też tą intencję do innych modlitw, czasem polecałam tego kapłana na Mszy świętej... Po jakimś czasie, zorientowałam się, że temu księdza, naprawdę potrzebna jest pomoc. Że ta modlitwa może będzie dla niego ratunkiem. Skończył się rok kapłański, przyszły zmiany na parafii... i okazało się, że odchodzi. Zniechęcona brakiem rezultatów (widocznych rezultatów) modlitwy, i brakiem wiary w to, że sytuacja może ulec jeszcze jakiejś poprawie, zaniechałam jej od momentu, w którym rzekomo miał odejść z parafii. Jak się jednak później okazało... dostał "drugą szansę" i nie odszedł. Ja jednak już całkowicie zapomniałam o modlitwie za niego... Aż trafiłam na stronę, o której pisałam już w poprzedniej notce - DDAK. Tam dzięki jednej z notek napisanych przez autorkę tego przedsięwzięcia, (notka pt. "Widziałam cud") przypomniałam sobie o tej zaniechanej modlitwie i jednocześnie odnalazłam wiarę i nadzieję w to, że jeszcze nic nie jest stracone! Skoro Pan Bóg powołał mnie do tej modlitwy (a wierzę że tak jest) i sprawił że szukając zupełnie czegoś innego w sieci trafiłam na stronę duchowej adopcji, na której znalazłam właśnie tą notkę, która przypomniała mi o modlitwie, to znaczy że nadzieja cały czas jest! I że Pan Bóg naprawdę może zdziałać wszystko... w końcu sam mówi do nas "proście a otrzymacie". W związku z tym, postanowiłam adoptować tego kapłana. I mam nadzieję, że tym razem nic już mną nie zachwieje, a Pan Bóg umocni mnie w tym postanowieniu. Proszę również i Was, o to byście wspomnieli w swojej modlitwie o tym kapłanie... i o mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz